Poezja (2)

Strona główna

Powitanie

Historia kościoła

Nabożeństwa

Wspólnoty

Św. Antoni

Diecezja
i Dekanat

Świadectwa

Krąg Biblijny

Katecheza

Teatr

Poezja

Konarzyny
i okolice

Z tomiku Elżbiety Kozłowskiej

"Ślady szczęścia"

BERNADETA
Po górach, dolinach, w blasku słońca
Biegnie dziewczyna radosna, choć milcząca.
Na kamieniu przy źródełku, w gęstym lesie siada
I pilnuje małego owiec stada.
    Wtem z groty dźwięczny ją  głos wzywa,
Biegnie Bernadeta ze strachu ledwo żywa.
Grota lśni  jak gwiazda na niebie,
A w oddali piękna Pani z uśmiechem przywołuje ją do siebie.
Dziewczyna na kolana upada przed śliczną  Panią z nieba
I łza policzek jej zrasza, gdy słyszy, że świat ocalić trzeba.
Niewiasta,  piękniejsza od róży, różaniec jej pokazuje,
Z nim Bernadeta świat od nędzy uratuje.
 ,,Ave Maria" szepczą jej usta cicho,
Gdy pasie owce, chodzi po  górach czy zbiera żyto.
Ze  zniecierpliwieniem oczekuje spotkania z Maryją,
Dla całej ludzkości dzwony ocalenia biją.
Lecz świat nie skory jest do nagłej poprawy,
Więc  spada na  ziemię ogień bardzo krwawy.
W obliczu klęski  i wojny ludzie odnajdują ratunek,
Szepcząc ,,Ave Maria" składają Niepokalanej Matce pocałunek.
Odtąd  ,,Pozdrowienie Anielskie" płynie ze wszystkich stron świata
I wokół Maryi różany wieniec splata. 

   

HIROSZIMA
Hiroszima budzi się do życia i nie wie,
Że jakiś dziwny ptak mknie do niej po niebie.
Spada i sieje spustoszenie wśród japońskiej ludności,
Niepokój , strach i  przerażenie w sercach gości.
Bezwładne ciała leżą pokrwawione wśród gruzów i płaczu tych co przeżyli,
Czy przez nienawiść braci na taki los zasłużyli?
Na polu kwiatów zbyt wcześnie ściętych
Klęczy dziewczyna przy ciałach matki i ojca tak szybko do nieba wziętych.
Czarna suknia poszarpana przez dzikiego ptaka,
W sercu myśl kłębi się taka:
 ,,Hiroszimo! Czy musiałaś dzisiaj ze snu się przebudzić,
Aby  w sercu moim tyle bólu wzbudzić?
Hiroszimo! Umierasz, a z tobą twoje dzieci,
Czy jeszcze kiedyś nad tobą słońce zaświeci?
Ale co miałoby  opromieniać złocistym blaskiem,
Zgliszcza, rumowiska, ludzkie ciała pokryte szarym piaskiem? 
A może pokrwawioną ziemię i czyjeś głuche jęki
Wśród niedoli, brudu i przedziwnej serca
 udręki"?                             
Blade widma unoszą się nad japońską ziemią i wołają:
      ,,Hiroszimo! Nie płacz, lecz krzycz, niech ludzie się opamiętają.
I nie smuć się, chociaż odbijasz się na krwawym niebie,
Bo świat nigdy nie zapomni ciebie".

                                                                           

DZIĘKUJĘ ZA TWOJE ŻYCIE
Dziękuję za Twoje oczy, w których zawsze odbijał się blask błękitnego nieba,
Dzięki którym wiedziałam, jaką drogę w życiu obrać trzeba.
Dziękuję za Twoje ręce, czyste i ofiarne,
Dzięki którym moje nie były nieudolne i bezradne.
Dziękuję za Twoje myśli skryte o świcie,
Które towarzyszyły mi przez całe moje życie.
Dziękuję za Twoje ciche w sercu do Boga westchnienia,
 Dzięki którym moje serce nie było z kamienia.
Dziękuję za Twoje łzy jak perły kryształowe,
W których odbijało się zawsze moje oblicze nowe.
Dziękuję, że byłaś przy mnie, gdy Cię potrzebowałam 
I kochałaś wtedy, gdy ja jeszcze kochać nie umiałam.

,,Słowa nigdy nie oddadzą w pełni tego,    
co czuje serce" 
                    Wiersz ten poświęcam mojej Mamie
                               

MILCZENIE GÓR
Dlaczego tak stoicie i milczycie góry moje?
Dlaczego nie płyniecie tak szybko,
Jak ten strumień wody,
Który płynąc nuci życia melodię 
O drzewach, o was góry, czasami o wojnie.
Dlaczego nie wiejecie gdzieś we wiejskim sadzie,
Jak ten wiatr, który cicho szumiąc,
Młode liście do snu kładzie.
Dlaczego, jak krople deszczu o  świcie,
W okna mieszkań nie dzwonicie?
Albo jak ludzie, dlaczego tych dzieł nie podziwiacie,
Gromkim śmiechem lub cichym płaczem?
A może wy góry moje tak stoicie w milczeniu,
Bo wciąż trwacie w słodkim uwielbieniu
I tak cicho, i bezszelestnie oddajecie hołd temu,
Kto kocha was jeszcze.

ŚLADY SZCZĘŚCIA
Znowu widzę miejsce nieustannej radości
I Was dwie uśmiechnięte z sercami pełnymi miłości.
Słońce tu jaśniej świeci, ptaki weselej ćwierkają,
Nawet świerszcze za kominem cicho na skrzypkach grają.
Widzę, jak idziemy usłanym liliami korytarzem
I stajemy zachwycone przed barwnie się mieniącym witrażem.
Później jakieś drzwi otwieramy powoli
I przez chwilę zapominamy o beztroskiej swawoli.
Zapatrzone w Boskie Oblicze Mistrza,
Czujemy, że dusza staje się Bogu milsza i czystsza.
Spotykamy się też w różanej winnicy,
Aby stanąć w rycerskim orszaku Niepokalanej Maryi Dziewicy.
A kiedy noc cichutko zapada nad sadem,
Jakaś postać przemyka mrocznym korytarzem,
Żegna niebiańskiego Księcia
I to najukochańsze na ziemi miejsce-miejsce szczęścia.

       ANIOŁ
Blady księżyc oświecił moją twarz blaskiem swym
I osuszył płynące z oczu łzy.
Spojrzałam wtedy w niebo smutnym wzrokiem,
A w duszy poczułam żal głęboki.
Gdy zobaczyłam złotych włosów cień,
Pomyślałam, że to tylko piękny sen.
Anioł podał mi rękę swą 
I poczułam unoszącą się dookoła delikatną woń.
Lecz on zabrał mnie do nieba wzwyż,
Gdzie ujrzałam jasny, złoty krzyż.
Później czar błękitnych bram,
A na wielkim tronie siedział Pan.
Podniosłam wzrok na Jego pełną miłości twarz
I zniknął nagle cały niebiański blask.
Jednak każdej nocy, gdy księżyc na niebie lśni,
Otwieram do raju drzwi,
Spoglądam w ten mglisty świat,
Czekam, aż przyjdzie mój anielski brat
I odda mnie Bogu jako róży kwiat.

KSIĘŻNICZKA UBOGICH
Wśród starych domów, brudnych ulic, na betonie zimnego ludzkiego serca
Siedzą ubodzy tego świata, głód ich ściska i nędza.
Zapatrzeni przed siebie ślą do przechodniów błaganie,
Które jest jak krzyk rozbitków na bezkresnym oceanie.
Samotność smutek na twarzy maluje,
Kto ich godność i człowieczeństwo uratuje?
Lecz nagle zbliża się jakaś postać, na twarzy pogodna minka,
To, na czerwono ubrana, radosna, mała dziewczynka.
Pod pachą niesie bochenek chleba, ciasto
I wesoło piosenkę nucąc idzie przez miasto.
Dłonie ubogich zadrżały i smutek zniknął z twarzy,
Gdy ,,księżniczka ubogich" kosztownościami ich darzy.
Codziennie biednych mały wysłannik z nieba,
A tłum przechodniów spieszy się i nie widzi głodnych
braci, dziewczynki i kruszynek razowego chleba.

SERCA
W krzywym zwierciadle czasu przeglądają się bracia strumyka z lasu.
Ich twarz ozdobiona rysą samotności i niezrozumienia,
A ich życie kwitnie wśród krzewów cierpienia.
Weź do ręki swoje lusterko prawdy i radości,
Dostrzeżesz te serca, sprawi to cud miłości.
Serca, które w samotności marzą i płaczą,
Zaślepione nienawiścią oczy tych łez nie zobaczą.
Serca, którym ostre kolce tęsknoty zadają tyle bólu i cierpienia,
Serca, które pędzą z wiatrem po wzgórzach przeznaczenia.
Serca, dla których życia jest jak kręta rzeka,
Zbyt wąska i zbyt daleka.
Serca te krzyczą z braku miłości,
Tylko Ty możesz im ofiarować swe życie i odrobinę radości.

SPOTKANIE PRZY KRZYŻU
Szłam do Ciebie stromą drogą,
pełną kamieni i piasku.
Widziałam Cię, jak konasz
wśród ludzkiego wrzasku.
Twoją twarz tajemnicza mgła zasłoniła,
Krwawe łzy i pot później odkryła.
Czy mnie widziałeś, nie wiem,
Tyle ludzi było wokół Ciebie.
Żołnierze, prości ludzi, niewiasty i dzieci
Czekali aż z Twego ciała duch w niebo wzleci.
Podeszłam bliżej, żebyś mnie zobaczył
I wszystkie słabości moje mi wybaczył.
Ty spojrzałeś wzrokiem pełnym miłości
I wtedy wybuchnęłam gorzkim płaczem z żałości.
Potem objąłeś mnie swoim ramieniem
I cała ziemia otuliła się głębokim milczeniem.
Gdy tak w uwielbieniu przy Tobie trwałam,
Krzyża i gwoździ już nie widziałam,
Bo na kamienistej drodze życia
Ciebie Jezu spotkałam.

                      

ŚMIERĆ
W ciemnym pokoju, gdzieś na końcu świat
Staruszka siedzi i powoli dłonie splata.
Zegar dokładnie wybija dwunastą,
W oczach niewiasty światło pociemniało i zgasło.
Lecz wnet widzi siebie idącą o świcie,
Nie śmierć jest, ale wieczne życie.
Kryształowa woda w strumieniach płynie,
A w oddali ptaki śpiewają w gaju, radosnej dolinie.
Wtem na skraju Anioła spotyka złotego,
Który ją zaprasza do domu Ojca Niebieskiego.
W ciemnym pokoju, gdzieś na końcu świata,
Śpi cicho staruszka, dłoni już nie splata.
Zegar milknie z przerażenia i trwogi,
Za oknem wiatr zrywa się srogi.
Puka cicho w okiennice mieszkania
I granicę życia i śmierci odsłania.

,,Chociaż odeszłaś bezpowrotnie,
to jednak odnajdę Cię w moim sercu".
Wiersz ten poświęcam śp. babci Marysi

STARY FORTEPIAN
Zamknij oczy, a zobaczysz furtkę do tajemniczego ogrodu,
Który należał niegdyś do starego szlacheckiego rodu.
Idź prosto między rozległymi dębami,
Aż ujrzysz mały dworek pod wierzb konarami.
Chwyć za klamkę starego domostwa
I wejdź jakbyś wrócił do starego ojcostwa.
Uchyl drzwi do salonu z drewnianym fortepianem,
Który będzie odtąd Twoim bliskim kompanem.
Dotknij jego czarno-białych klawiszy
I graj, niech Twą melodię wiatr usłyszy.
Może zaniesie ją w odległe strony
I podaruje komuś, kto będzie strapiony.
Gdy będziesz grał, drzewa tańczyć będą,
A nowe malwy i bratki przy oknie wzejdą.
Podaruj te kwiaty ukochanej osobie,
A one zanucą jej Twoje melodie.
W cieniu drzew zmęczeni wędrowcy szukać będą spokoju 
Szum konarów pokrzepi ich w ciężkim znoju.
W nocy ponure cienie przesuną się po ścianie,
Gdy przy małej świeczce ćwiczyć będziesz granie.
Gwiazdy przez okno mrugną do Ciebie
I dzięki Twej pieśni jaśniej zaświecą na błękitnym niebie. 
O poranku słońce zajrzy pod Twoje strzechy
I przyniesie Ci radość i wszelkie pociechy.
Będzie się cieszyć Twoją zasługą,
Że grasz na fortepianie życia melodię bardzo długą.
Melodię, która harmonizuje z niebem, współgra z przyrodą
I jest dla bliźnich w ich niedoli osłodzą.  
 

Elżbieta Kozłowska oprócz poezji uczy języka niemieckiego w Zespole
 Szkół nr 2 w Człuchowie. Zachęca wszystkich do pisania wierszy.

Wstecz

 

Copyright by Robert Kozłowski
Człuchów 2000
Wszelkie prawa zastrzeżone
e-mail: rkozlowski@pelplin.opoka.org.pl